Z dziejów 1 psp AK


Dawid Golik
Partyzancka „Burza” w Gorcach


W letnią noc z 27 na 28 lipca 1944 r. pracująca w Urzędzie Pocztowym w Krościenku nad Dunajcem Antonina Gawłowska, przypadkiem podsłuchała rozmowę oficerów niemieckich, z której wynikało, że następnego dnia wybuchnąć ma w okupowanej Polsce powstanie. Natychmiast doniosła o tym żołnierzom miejscowej placówki AK, a ci z kolei postanowili rozpocząć na terenie Krościenka i Szczawnicy przygotowywaną od kilku miesięcy akcję „Burza”.


Inspektorat Nowosądecki, któremu podlegały placówki w Krościenku nad Dunajcem i Szczawnicy, wchodził w skład Okręgu Krakowskiego Armii Krajowej i podobnie jak cały Okręg przygotowywał się od wiosny 1944 r. do realizacji planu „Burza”, przewidującego wzmożoną akcję partyzancką oraz walkę z tyłowymi oddziałami niemieckimi cofającymi się przed nadciągającą ze wschodu Armią Czerwoną. Gromadzona była broń, sporządzano też listy osób, które miały być zmobilizowane do oddziałów partyzanckich na wypadek powstania. Informacja przekazana 28 lipca 1944 r. konspiratorom przez Antoninę Gawłowską zbiegła się z rozkazem dowódcy inspektoratu, który również nakazywał uruchomienie dywersji w poszczególnych obwodach i placówkach. Doprowadziło to do sytuacji, w której rankiem 28 lipca na ulicach obu pienińskich miejscowości zawisły biało-czerwone flagi, a proboszcz parafii w Krościenku, ks. Jan Bączyński, na porannym kazaniu oznajmił przybyłym do kościoła wiernym, że nastąpił koniec wojny. Przebywający w miasteczku żołnierze i żandarmi niemieccy obawiając się „polskich bandytów” nie podejmowali żadnych działań, czekając w przerażeniu na wezwane na pomoc jednostki wojska z Zakopanego.
Bardziej dramatycznie przebiegały wypadki w Szczawnicy, gdzie stacjonowały liczne odziały niemieckie, a w willi letniskowej „Renata” kwaterowała 46-osobowa grupa kursantów policji granatowej. Dowódca tamtejszej placówki AK, por. Adam Czartoryski „Szpak”, rozkazał swoim podkomendnym nawiązać kontakt z kursantami i skłonić ich do przyłączenia się do powstania. Adepci szkoły policyjnej postawieni przed alternatywą walki z polskimi partyzantami lub likwidacji niemieckich przełożonych i ucieczki „do lasu” nie zastanawiali się długo i zasilili szeregi AK. Wspólnie z żołnierzami placówki „Szpaka” udali się w góry i weszli w skład oddziału partyzanckiego kpt. Juliana Zapały „Lamparta”. Kilku z nich dopuściło się jednak zdrady, nadal utrzymując kontakt z Niemcami i informując ich o ruchach partyzantów. Zostali w związku z tym skazani na śmierć i rozstrzelani.

Dzień po „Powstaniu Szczawnickim” akcja „Burza” została na terenie Inspektoratu Nowy Sącz odwołana. W zamian nakazywano stworzenie kilku dużych oddziałów partyzanckich, które działać miały w Beskidach, Gorcach i na Podhalu. W lasach nad Krościenkiem i Szczawnicą znalazło się kilkuset zmobilizowanych do walki żołnierzy z miejscowych placówek AK, którzy liczyli, że od swoich przełożonych otrzymają broń do walki z Niemcami. Do formowanych oddziałów przyjęto tylko nielicznych, przede wszystkim tych, którzy zdekonspirowali się podczas zajść na terenie Pienin oraz tych, którzy posiadali własne uzbrojenie. Do stacjonującego w rejonie Lubania oddziału „Lamparta” dołączyli w ten sposób m.in. komendant placówki w Szczawnicy por. „Szpak” oraz odpowiedzialny za sprawy gospodarcze obwodu nowotarskiego dr Stefan Swieżawski „Wincenty”, w latach powojennych znany filozof i wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego.


Strzelcy podhalańscy AK
Przez kolejny miesiąc po wydarzeniach w Krościenku i Szczawnicy zmobilizowani do walki żołnierze z poszczególnych placówek inspektoratu szkolili się do walki w leśnym obozie w pobliżu schroniska na Starych Wierchach w Gorcach. Pod okiem mjr Adama Stabrawy „Borowego” przechodzili ćwiczenia wojskowe, uczyli się taktyki partyzanckiej, przeprowadzali również ostre strzelanie. Niektóre egzemplarze broni pamiętały jeszcze I wojnę światową, inne pochodziły z pobojowisk z września 1939 r. Brakowało zwłaszcza broni maszynowej. W celu dozbrojenia liczącej w połowie sierpnia 1944 r. ok. 100 osób grupy zorganizowano wypady na słowackie posterunki graniczne w Nowej Białej, Trybszu i Frydmanie.

W pierwszych dniach września mjr „Borowy” wraz z kpt. „Lampartem” postanowili o utworzeniu dużego obozu partyzanckiego na Skałce nad Ochotnicą. Pierwsze grupy partyzantów dotarły tam w nocy z 18 na 19 września 1944 r. Łącznie w obozie tym znalazło się około 150 żołnierzy AK, którym towarzyszyło 12 wozów wypełnionych płótnem, żywnością i uzbrojeniem. 24 września dokonano na Skałce koncentracji wszystkich oddziałów partyzanckich z Inspektoratu Nowosądeckiego AK, którego nowym Inspektorem został mianowany mjr „Borowy”. Po mszy świętej zaprzysiężony został, jako jednostka odtwarzanego w konspiracji Wojska Polskiego, 1 pułk strzelców podhalańskich AK, w którego skład wchodzić miały cztery bataliony, w tym IV „nowotarski” batalion pod dowództwem kpt. „Lamparta”, występującego podczas uroczystości w roli gospodarza. Barwny obraz tej uroczystości zanotował po latach Włodzimierz Wnuk: Na południowym zboczu Skałki, nad Jamnem-Ochotnicą, na rozległej polanie leśnej zbudowano ołtarz polowy udekorowany karabinami ułożonymi w kształt promieni słońca jak emblemat na kadeckich czapkach. Mszę świętą odprawił naczelny kapelan pułku, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, ksiądz płk dr Jan Czuj, ministrantami byli żołnierze. Przed ołtarzem stał w czworoboku 1. Pułk Strzelców Podhalańskich – kilkuset „chłopców z lasu” przybyłych tu z całego Podhala i z wielu stron Polski, by z partyzanckiej braci stać się Wojskiem Polskim, by tu, w obliczu Tatr, ślubować wierność Ojczyźnie. Wydarzenie to, w którym uczestniczyła również tłumnie zgromadzona ludność miejscowa, odbiło się szerokim echem na terenie całego Podhala.
Po zakończeniu uroczystości mjr „Borowy” wraz ze swoją grupą sztabową odszedł do osiedla Polanki nad Szczawą, w pobliże miejsca stacjonowania „nowosądeckiego”, I batalionu 1 psp AK. Ogółem liczebność pułku wynosiła wówczas ok. 1200 ludzi, z czego większość przebywała na stałe pod bronią w oddziałach partyzanckich.

Bitwa ochotnicka
Powstanie pułku i rozpoczęcie przez jego żołnierzy akcji dywersyjnych skierowanych przede wszystkim w niemieckie posterunki oraz w lokalnych konfidentów i kolaborujących z Niemcami działaczy Komitetu Góralskiego, doprowadziło w październiku 1944 r. do zakrojonych na szeroką skalę akcji przeciwpartyzanckich na terenie Gorców. Karne wyprawy jednostek Wehrmachtu i żandarmerii miały uderzyć w leśne bazy partyzanckie, a przede wszystkim w wioski, wokół których koncentrowała się działalność oddziałów AK i rajdowych grup partyzantki sowieckiej. Te ostatnie poza działalnością wywiadowczą na rzecz zbliżającej się Armii Czerwonej, zajmowały się także inwigilacją polskiego podziemia niepodległościowego. Stąd też oficerowie sowieccy tak chętnie spotykali się z akowcami i zakładali obozowiska w pobliżu oddziałów polskich, współdziałali także w akcjach przeciw Niemcom. O wszystkich tych krokach informowali na bieżąco swoich przełożonych w Moskwie, skąd otrzymywali dalsze wytyczne na temat współpracy z Polakami.
18 października 1944 r. w Ochotnicy pojawili się Niemcy i rozpoczęli aresztowania ludności oraz rabunek bydła. Przez dwa następne dni partyzanci „Lamparta” i wysłani im na pomoc żołnierze ze zgrupowania partyzantów sowieckich mjr Iwana Zołotara atakowali z zasadzek niemieckie kolumny poruszające się główną drogą ochotnicką, zadając im pewne straty. 20 października, od wczesnych godzin rannych, wzmocnieni posiłkami hitlerowcy przeszli do natarcia na partyzanckie pozycje. Same kwatery IV batalionu nie były jednak ewakuowane aż do późnego popołudnia, kiedy to sytuacja sprawiła, że „Lampart” postanowił odejść ze Skałki i przyjąć walkę powyżej obozu w okolicy polany Przysłop. Tam też zaczęto wycofywać poszczególne oddziały mające wcześniej bronić podejść do osiedla i będące już gdzieniegdzie w kontakcie ogniowym z niemieckimi kolumnami. Tak tamten dzień zapamiętał strzelec Józef Nyka „Szpis”:20 października moja drużyna zeszła rano grzbietem nad Małe Jaszcze i tam spędziliśmy sporo czasu, zaczajeni przy leśnej drożynie. Przez drzewa widać było dymy, dobiegał trzask palących się budynków i ryk krów. Niemcy musieli więc być blisko. Atmosfera była początkowo bardzo nerwowa. Naszym patrolem dowodził „Piwonia”. Później doszła grupka Rosjan, a jeszcze później wycofano nas na grzbiet główny, przy czym po drodze wyboczyliśmy na Skałkę, by zabrać z kwater część plecaków. Sporo jednak zostało. (…) Na Wierchach (tak wtedy nazywaliśmy grzbiet główny) linię obrony rozwinęliśmy w poprzek grzbietu na kierunek zachodni, tymczasem Niemcy zaatakowali od wschodu, potem także od południowego zachodu.Nie powiodła się również próba uratowania części magazynu IV batalionu. Ostatnia grupa partyzantów wycofująca się ze Skałki została silnie ostrzelana i następnie wzięta do niewoli. W walce poległ plut. Władysław Pisarski „Piwonia”, a ranni byli m.in. Władysław Próchnicki „Tarzan” oraz Jan Nyka „Pantera”. Rozproszone podczas walk na Przysłopie grupy akowców połączyły się dopiero w obozie sowieckim na Stawieńcu, gdzie przebywały przez kolejne kilka dni.
Muzeum 1PSP AK w Szczawie
W obronie zrzutowej broni
W terenie, nad którym partyzancką opiekę sprawował 1 psp AK, znajdowało się także kilka placówek przygotowanych specjalnie do odbierania zrzutów lotniczych. Pierwszy raz do odbioru zrzutu doszło jeszcze przed powstaniem pułku, w nocy z 9 na 10 lipca 1944 r., na położonym w pobliżu Limanowej wzgórzu Dzielec. Odebrano wówczas kilka ciężkich karabinów i pistoletów maszynowych, które bardzo szybko zostały rozdzielone pomiędzy poszczególne oddziały partyzanckie. Do kolejnych zrzutów broni i zaopatrzenia doszło dopiero zimą 1944 r. W nocy z 22 na 23 listopada 1944 r. miał miejsce zrzut z dwóch samolotów, podczas którego partyzanci odebrali kilkanaście zasobników i paczek ze sprzętem. Pośród „leśnego wojska” wylądowało również sześciu skoczków – „cichociemnych”, którzy trafili do Polski po to, by wykonywać specjalne zadania na rzecz Komendy Głównej AK. Następne zrzuty miały miejsce miesiąc później, przez cztery kolejne noce, między 25 a 29 grudnia 1944 r. Partyzanci otrzymali wówczas bardzo duże ilości nowoczesnej broni i mundurów angielskich, zrzucona została również kolejna szóstka spadochroniarzy.
Broń z grudniowych zrzutów nie była przeznaczona dla 1 psp AK, jednak warunki pogodowe oraz stosunkowo blisko przebiegająca linia frontu, doprowadziły do tego, że nie mogła ona być przetransportowana do Krakowa i oddana do dyspozycji Komendy Okręgu. Co więcej, wzmożona akcja alianckiego lotnictwa zaniepokoiła zarówno przebywających w Gorcach oficerów NKWD, jak i frontowe oddziały niemieckie, które obawiały się dywersji ze strony AK, w chwili, gdy będą wycofywać się przed nadchodzącą Armią Czerwoną. Sytuacja ta doprowadziła do niemieckiej ekspedycji karnej, która w sile ok. 900 żołnierzy dotarła do rejonu Szczawy 10 stycznia 1945 r. I batalion, dowodzony przez ppor. Jana Wojciecha Lipczewskiego „Andrzeja”, podjął wówczas walkę w obronie zgromadzonej w szczawskim tartaku broni zrzutowej. Jak relacjonował mjr „Borowy”: Niemcy przeprowadzili w ciągu dnia (13 stycznia 1945 r.) 3 natarcia, odparte całkowicie przez baon. Pod wieczór Niemcy walkę przerwali, baon wycofał się poza rejon zagrożony okrążeniem, Niemcy też się wycofali. Okazało się, że rozpoczęła się ofensywa sowiecka, całe siły Niemców zostały pospiesznie odwołane. Nasze straty – 1 zabity, 2 rannych, represji do ludności, która zbiegła w lasy, poza rabunkami nie było. Straty Niemców około 20 zabitych (...).

„Wyzwolenie”
Po bitwie w Szczawie mjr Stabrawa rozpoczął starania o uzyskanie odpowiednich wytycznych z Komendy Okręgu w sprawie funkcjonowania pułku po wkroczeniu na teren inspektoratu wojsk sowieckich. Nie otrzymawszy natychmiastowej odpowiedzi zdecydował się 19 stycznia 1945 r. samodzielnie wydać rozkaz o rozwiązaniu podległych mu oddziałów zbrojnych. Wiązało się to z faktem, że partyzantom AK zagrażało bezpośrednie niebezpieczeństwo ze strony zgrupowania sowieckiego mjr Zołotara, który doskonale zdawał sobie sprawę z dyslokacji poszczególnych pododdziałów pułku. Spodziewano się, że w razie nie ujawnienia się przed wkraczającymi oddziałami Armii Czerwonej, Zołotar otrzyma rozkaz likwidacji 1 psp AK. Podhalańczykom sprzyjał jednak fakt, że tymczasowo zgrupowanie sowieckie przebywało po drugiej stronie Dunajca, odgrodzone od Polaków wycofującymi się wzdłuż rzeki frontowymi oddziałami Wehrmachtu. W takiej sytuacji „Borowy” postanowił urlopować swoich żołnierzy po uprzednim wypłaceniu im odpraw i ukryciu broni. W tym samym czasie, również 19 stycznia 1945 r., rozkazem gen. bryg. Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” rozwiązana została Armia Krajowa.